Plony

•Lipiec 14, 2008 • Dodaj komentarz

Starając się być dobrym człowiekiem napotykam trzy rodzaje osób. Pierwsze są sceptyczne, wręcz negatywnie nastawione i dobroć postrzegają jako słabość – nic bardziej mylnego, jest wręcz przeciwnie. Dobro buduje, nienawiść burzy, proste. Drugi i trzeci typ to osoby, które dobro chłoną. Jedni jednak chcą je wyssać w całości, niczym wampiry energetyczne. Nie pozostawiają po sobie nic poza uczuciem zmęczenia. Istnieje jednak trzeci typ osób, najlepszy. Pojawiają się w naszym otoczeniu często nieoczekiwanie, sami nie wiedzą, że potrzebują spotkać dobrego człowieka. Gdy tak się jednak staje chłoną dobro, jednak nie jest ono dla nich surowcem do wyczerpania, a inspiracją, by narodzić dobro w sobie.

Chwilami czuję, że zasiałam małe ziarno w niektórych osobach. Nie jestem dobrym człowiekiem, staram się być. Potrafię sie wściekać, klnąć, pić i obrzucać wyzwiskami. Z drugiej jednak strony, gdy trafiam na odpowiednie osoby, chcę im pomóc. Nie polega to na tym, że pocieszam, głaszczę i obsypuje komplementami. Opowiadam im o tym jak patrzę na świat. Mówię o zmieniających się cieniach w podłodze autobusu, malowanych ptakach na płotach, mieniącym się słońcu we włosach starszej pani siedzącej dwa rzędy dalej, uśmiechniętej twarzy dziecka czy szybującej dłoni wystawionej przez okno pędzącego pociągu. A oni chłoną. Widzę, że rodzi się w nich źdźbło nadziei, że moje ziarenko zaczyna kiełkować.

A owoc? Dostałam tę wiadomość dziś w nocy:

„Rzeczy, o których zapomniałem, dziś powracają, a tak właściwie zaczęły powracać jakiś czas temu… Z wiekiem stajemy się zgorzkniali i dopasowujemy się do otoczenia. Świat źle odbierany może stać się naszym wrogiem. Jeżeli tylko potrafimy go wysłuchać, gra dla nas piękne melodie. Czasami pełne smutku i łez innym razem nasycone radością (prawdziwe). Nigdy nie stawaj w miejscu nawet, gdy cofasz się o krok do tyłu, to tylko po to, aby następne dwa postawić do przodu. Ale zdarza się tak, że okres stagnacji trwa bardzo długo i trudno samemu się z nim uporać. To nic, dobrych ludzi spotykają dobre rzeczy. Wiec, gdy przyjdzie taki moment, że zatrzymasz się, gdzieś kiedyś, to może zaznasz takiego szczęścia, że pojawi się ktoś, kto pomoże wzruszyć ci się raz jeszcze i dzięki tej osobie ujrzysz spadające krople deszczu, lub odpłyniesz w ciemnościach swojego pokoju unoszona melodią wolną jak ptak, która sprawi, że poczujesz harmonię, spokój, mądrość. Muzyką, która pobudzi twoją wyobraźnię i namaluje obraz, który będzie twoim Ja. Mój obraz nabiera kolorów staje się wyraźniejszy, ale nie daje mi w pełni szczęścia wiem, że jeszcze dużo muszę dać od siebie, aby zasłużyć na plony. Będę unosił się z muzyką aż ujrzę wypełniony kadr a później się w nim zatopię rozkoszując się życiem.

Zamierzam powrócić do kilku pozytywnych praktyk, które przerwałem dawno temu i nie będę ukrywał, że ty jesteś tego powodem.

Dziękuję, nasza znajomość wiele dla mnie znaczy.”

A moje szczęście? Mój spokój i inspiracje? Są dwa źródła, pierwszym są dwie osoby, Anis Lu i Duch Gór, o którym pewnie będzie tu jeszcze nie raz wspomniane. To są osoby, które nie są dobre. Oni są dobrem. Drugim źródłem jest samotność. Chwile, gdy czuję, że nie ma nic poza mną i naturą -Wielką Matką. Lub poza mną i dźwiękami, gdy tańczę. To dzięki nieskrępowanym myślami ruchom potrafię wprowadzić się w stan, gdy czuję, że każdy centymetr mojego ciała opowiada historię pełną uczuć i emocji.

Dziś czuję się jak na żniwach. Zebrałam owoc, który nasyci moje szczęście. Dobre uczynki zawsze wracają.

Aio

Pokój bez widoków

•Lipiec 10, 2008 • Dodaj komentarz

Widzę swoje spojrzenie w wygaszonym drugim monitorze. Jest przepełnione rozczarowaniem, złością, żalem, irytacją, buntem. Zawiodłam się. I nie wiem, czy to bardziej zodiakalny skorpion we mnie, czy po prostu moja natura, ale jestem pamiętliwa. Nie pozwolę, by nie szanowano mojej pracy. Jeśli robię coś dobrze – ponad normę, chcę być doceniona. Szczególnie, gdy w tym przypadku nie robiłam czegoś dla siebie, a dla firmy, która do mnie nie należy.

Zachowano się jednak tak, a nie inaczej – w porządku, zapamiętam i wyciągnę wnioski. Każde słowo, które tu padła dotyczy również Anis Lu, może nawet jeszcze bardziej niż mnie samej. Nie my na tym ucierpimy jednak. Za silne jesteśmy, za bardzo niezbędne. Niezastąpione.

Pożałują.

Aio

Ps. Sny i znaki wirują w głowie, zbliża się coś wielkiego.

Przestańcie mnie nachodzić.

•Lipiec 8, 2008 • Dodaj komentarz

Staram się szybko zapominać. Wymazywać wspomnienia. Dlaczego te, które chcę wymazać tak natarczywie wracają. MYŚLI!!! Moja głowa nigdy nie śpi!!!!??? Czy muszę się tak truć, aby choć chwilę być wolnym człowiekiem? Po co mi rozum, skoro to serce durne zawsze zwycięża? I mogę sobie powiedzieć: „Tak. Nienawidzę Go. Jest okrutny”, a serce zapyta „Tak? Kiedy Cię zranił?” I wtedy zaczyna się ten debilny dialog. Z którego wynika, że czegoś byłam niegodna, że czegoś nie rozumiałam, a dzięki niemu zrozumiałam. Przyjechał do mnie pewnego dnia, byłam sama. Siedzieliśmy nic nie mówiąc. Nagrał mi dużo muzyki. Pokazał ukochane gry i filmy. A ja siedziałam jak oniemiała. Może miał rację mówiąc, że chłonę jak gąbka? Bo wtedy cała byłam wypełniona nim, choć nigdy mnie głębiej nie dotknął? Niczego nie mogłam mu wtedy dać oprócz miłości absolutnej i kochania pomimo wszystko. Rozumiem go, też nudzą mnie ludzie, którzy nie mają nic do pokazania. Tylko, że on był ślepy. Nie zauważył, że do dziś go kocham.

Tak można być daleko, a kochać kogoś niemożliwe każdego dnia. I jeśli można kochać, kogoś kto nie istnieje i pamiętać o nim. Śmierć to tylko stan przejściowy.

Anis Lu

P.S Dzisiejsze Sny remis. 1:1 Aio

Śniło mi się, że pojawił się na moich imieninach. Udawał, że mnie nie widzi. Tak, jak kiedyś, kiedy udawałam że nie istnieje. Noszę w sobie żal.

Oświecenie Anis Lu.

•Czerwiec 26, 2008 • Dodaj komentarz

Szare niebo za oknem. Ospałe, jak ja. Szukając wyciszenia i spokoju wstałam wcześnie rano, aby poczuć słodki smak samotności i poukładać myśli. Słońce wstało o 6:03. Nie chciałam, aby świeciło mi w monitor. Zakryłam je chmurami. Słońce spala, poświata księżyca dodaje atrakcyjności. Samotność z przymusu jest cierpieniem, samotność z wyboru oświeceniem.

Zaczytałam się w historii wilka.

„W języku rosyjskim na wilka mówiono niegdyś lutyj zwier („zwierzę lutowe”). Istnieje hipoteza, że było to zapożyczenie z kultury łacińskiej i nawiązanie do lutowych Luperkaliów. Bardziej prawdopodobna jest jednak inna teza – iż źródłosłów jest tu identyczny, jak nazwy miesiąca luty, i oznacza „srogi”.”

Urodziłam się w lutym. Mam szare oczy, które zmieniają kolor w zależności od światła. Patrzę w nie od ponad ćwierćwiecza, Ci co mówią, że są niebieskie patrzą tylko na siebie.

Nigdy nie ugryzł mnie pies.

Anis Lu

Historia Aio

•Czerwiec 25, 2008 • Dodaj komentarz

Duże miasto, południe, palące słońce. Jadę taksówką na spotkanie z klientem na drugim końcu miasta. Zajmie to trochę, więc zdejmuję ulubione wysokie obcasy dając stopom odpocząć. Widzę w lusterku zerkającego kierowcę, trochę speszonego moją obecnością. Oglądam ptaki na szybach, uśmiecham się pod nosem. W chwili, gdy poprawiam usta czerwoną pomadką w małym lusterku, łapię sie na tym, że to trochę jak scena z filmów, tylko za oknami Nowego Jorku brak i taksówka żółta nie była. Przez głowę przemknęła mi myśl. Dlaczego ludzie obrazują czarownice jako starsze baby jagi, którymi straszą dzieci? Osobiście byłabym bliższa tezy, że są to kobiety piękne, seksowne z taką dawką zmysłowości, że mężczyźni padają do stóp, by spełniać ich każde zachcianki. I przede wszystkim – inteligentne, sprytne, dojrzałe… świadome siebie.

Jak to sie wszystko zaczęło? Życie dawało mi znaki odkąd pamiętam. Teraz po prostu wszytko klarowniej widzę. Układanka odnajduje sama brakujące elementy. Chwilami dębieję gdy połączę odpowiednie fakty ze sobą, innym razem uśmiecham się pod nosem – „Przecież to takie oczywiste.” O historiach z przeszłości, znakach i symbolach będzie pewnie mówione nie raz, ale nie teraz. Dziś chcę opowiedzieć, kiedy poczułam powołanie. Kiedy zrozumiałam, że jest coś więcej i ja mogę tego doświadczyć.

Pewnego dnia zrozumiałam, że muszę iść w góry. Urodziłam się i wychowywałam przy nich, lecz przez ponad 20lat nie czułam potrzeby chodzenia w nie. Tamtego dnia było inaczej. Pewna osoba zabrała mnie nocą w głęboki las z dala od miast, z dala od codzienności. Trzymałam w dłoni latarkę, ale jej nie zaświeciłam. Chciałam niewiadomego. Chciałam skupić się na spotkaniach miliardów kropel mżawki z moją twarzą. Mgła rozpływała się na moich policzkach, powiekach, odkrytym ramieniu. Czułam, że tonę w każdej pojedynczej części małego deszczu. Powoli szłam do przodu. Z czasem droga stawała się coraz cięższa, coraz częściej ześlizgiwały mi się stopy po zdradzieckich kamieniach, za każdym razem uśmiechałam się jeszcze bardziej. Nie widziałam nic oprócz zarysów niekończącego się lasu rozmytych przez mgłę. Szliśmy tak ponad godzinę, ciągle w górę. Niemożliwością wręcz było spotkać tam kogoś o tej porze, tak wysoko, tak daleko od wszelkiej cywilizacji.

To nie lasu się zawsze bałam, ale ludzi.

Tym razem jednak nie odczuwałam nawet okruszka strachu drażniącego moje zmysły. Czułam się wolna. Tak jak, gdy lecę z namalowanymi ptakami na płotach. Leciałam z każdą kroplą spadającego deszczu.

Gdy uznałam, że przeszłam swoje, stanęłam i zaczęłam przyglądać się bezmiarowi drogi jaką przebyłam. Za mną pustka, przede mną pustka. Zamazana przeszłość i niepewna przyszłość. Liczyła się tylko ta chwila, w której zaistniałam. Liczył się każdy bodziec, każda sekunda poświęcona na oczyszczenie, na wypełnienie się magią i szczęściem tamtej chwili. Odsłoniłam ramiona  rozgrzanego przez wspinaczkę ciała na spotkanie z otulającą mgłą, zadarłam głowę do góry i stałam tak jednocząc się z nicością.

Poczułam jak przytula mnie Wielka Matka, jak szepcze do mnie. Jak cieszy się, że wreszcie ją usłyszałam, że przyszłam. Tamtego dnia narodziłam się na nowo. Życie pełne magii, czarów, marzeń, pragnień i wielkich emocji. Szybuję nad rzeczywistością. W tą drogę nie wyruszyłam jednak sama…

Aio

 
Follow

Otrzymuj każdy nowy wpis na swoją skrzynkę e-mail.