Historia Aio

Duże miasto, południe, palące słońce. Jadę taksówką na spotkanie z klientem na drugim końcu miasta. Zajmie to trochę, więc zdejmuję ulubione wysokie obcasy dając stopom odpocząć. Widzę w lusterku zerkającego kierowcę, trochę speszonego moją obecnością. Oglądam ptaki na szybach, uśmiecham się pod nosem. W chwili, gdy poprawiam usta czerwoną pomadką w małym lusterku, łapię sie na tym, że to trochę jak scena z filmów, tylko za oknami Nowego Jorku brak i taksówka żółta nie była. Przez głowę przemknęła mi myśl. Dlaczego ludzie obrazują czarownice jako starsze baby jagi, którymi straszą dzieci? Osobiście byłabym bliższa tezy, że są to kobiety piękne, seksowne z taką dawką zmysłowości, że mężczyźni padają do stóp, by spełniać ich każde zachcianki. I przede wszystkim – inteligentne, sprytne, dojrzałe… świadome siebie.

Jak to sie wszystko zaczęło? Życie dawało mi znaki odkąd pamiętam. Teraz po prostu wszytko klarowniej widzę. Układanka odnajduje sama brakujące elementy. Chwilami dębieję gdy połączę odpowiednie fakty ze sobą, innym razem uśmiecham się pod nosem – “Przecież to takie oczywiste.” O historiach z przeszłości, znakach i symbolach będzie pewnie mówione nie raz, ale nie teraz. Dziś chcę opowiedzieć, kiedy poczułam powołanie. Kiedy zrozumiałam, że jest coś więcej i ja mogę tego doświadczyć.

Pewnego dnia zrozumiałam, że muszę iść w góry. Urodziłam się i wychowywałam przy nich, lecz przez ponad 20lat nie czułam potrzeby chodzenia w nie. Tamtego dnia było inaczej. Pewna osoba zabrała mnie nocą w głęboki las z dala od miast, z dala od codzienności. Trzymałam w dłoni latarkę, ale jej nie zaświeciłam. Chciałam niewiadomego. Chciałam skupić się na spotkaniach miliardów kropel mżawki z moją twarzą. Mgła rozpływała się na moich policzkach, powiekach, odkrytym ramieniu. Czułam, że tonę w każdej pojedynczej części małego deszczu. Powoli szłam do przodu. Z czasem droga stawała się coraz cięższa, coraz częściej ześlizgiwały mi się stopy po zdradzieckich kamieniach, za każdym razem uśmiechałam się jeszcze bardziej. Nie widziałam nic oprócz zarysów niekończącego się lasu rozmytych przez mgłę. Szliśmy tak ponad godzinę, ciągle w górę. Niemożliwością wręcz było spotkać tam kogoś o tej porze, tak wysoko, tak daleko od wszelkiej cywilizacji.

To nie lasu się zawsze bałam, ale ludzi.

Tym razem jednak nie odczuwałam nawet okruszka strachu drażniącego moje zmysły. Czułam się wolna. Tak jak, gdy lecę z namalowanymi ptakami na płotach. Leciałam z każdą kroplą spadającego deszczu.

Gdy uznałam, że przeszłam swoje, stanęłam i zaczęłam przyglądać się bezmiarowi drogi jaką przebyłam. Za mną pustka, przede mną pustka. Zamazana przeszłość i niepewna przyszłość. Liczyła się tylko ta chwila, w której zaistniałam. Liczył się każdy bodziec, każda sekunda poświęcona na oczyszczenie, na wypełnienie się magią i szczęściem tamtej chwili. Odsłoniłam ramiona  rozgrzanego przez wspinaczkę ciała na spotkanie z otulającą mgłą, zadarłam głowę do góry i stałam tak jednocząc się z nicością.

Poczułam jak przytula mnie Wielka Matka, jak szepcze do mnie. Jak cieszy się, że wreszcie ją usłyszałam, że przyszłam. Tamtego dnia narodziłam się na nowo. Życie pełne magii, czarów, marzeń, pragnień i wielkich emocji. Szybuję nad rzeczywistością. W tą drogę nie wyruszyłam jednak sama…

Aio

~ - autor: esbat w dniu czerwiec 25, 2008.

Dodaj komentarz